Gdyby ktokolwiek powiedział mi, że dwa lata temu wykażę się doszczętną głupotą, która doprowadziła mnie do ruiny, w życiu nie popełniłabym błędu i nie odczuwałabym tak mocno skutków chwili. Dziś mija druga rocznica od momentu beztroskiego podjęcia decyzji, która zniszczyła moje wyidealizowane pojęcie o miłości. Uczucie, które wcześniej wydawało mi się bezgraniczne, zawsze cudowne i niemożliwe do unicestwienia, stało się dla mnie fundamentem cierpienia.
Miliony razy próbowałam się rozliczyć z przeszłością, analizowałam, wyciągałam wnioski. To ciągle jest mało, nie wiem, nie jestem pewna czy mogę to zrobić to tak absolutnie do końca. Miłość zmieniła się w nienawiść, a ta ewoluowała w obojętność i żal. Nie wiem jak może być dziś. Nie chcę, żeby zawsze 9 czerwca był dla mnie dniem, w którym wykazałam się jedynie głupotą dyktowaną przez emocje.
To wszystko jest tak niejasne, nieuporządkowane, ułomne i przede wszystkim nie chciane. Ambiwalencja uczuć przeraża mnie każdego dnia. Mogę być dumna ze swojej emocjonalności, mogę się za to nienawidzić.
Ja ci powiedziałem, że cię kocham 9 czerwca.
Tak, w dzień pierwszej rozmowy i pierwszego pocałunku.
Chciałem, żebyś ze mną była.
Po prostu cię pokochałem, poczułem coś takiego, nie wiem jak to wytłumaczyć.